Na początku było...
Na początku było... dziecko. Banał, ale to właśnie przez długie godziny karmienia piersią zawędrowałam w nieznane mi wcześniej rejony internetu (i rzeczywistości). A gdybym chciała być całkiem precyzyjna, to początkiem całej przygody z dzierganiem było jedno zdjęcie, które mignęło mi gdzieś wśród aktualności na facebooku:
(prawa do zdjęcia - We Are Knitters)
Do tej pory robienie na drutach (dopiero później poznałam określenie "dzierganie") kojarzyło mi się z wątpliwej urody swetrami "od babci", dyskusyjnymi zestawieniami kolorów i fasonami z ubiegłych dziesięcioleci. Zdjęcie zadziałało zgodnie z intencją reklamodawcy, kliknęłam link i ku swojemu zdumieniu odkryłam zaskakujące dla mnie oblicze rękodzieła. Kolory, ich zestawienia, jedyny w swoim rodzaju urok okrągłych wełnianych motków...
Zaczęło się całkiem niewinnie - doszłam do wniosku, że zrobię sobie szal. Poprzeglądałam dostępne kolory włóczek i zamówiłam kilka motków. A że z natury jestem niecierpliwa, to już następnego dnia zajrzałam do sklepu dziewiarskiego. I w ten sposób dokładnie dwa miesiące temu kupiłam swoje pierwsze druty, "próbną" włóczkę i zaczęłam ćwiczyć oczka prawe i lewe...

Komentarze
Prześlij komentarz